Inspiracje

Jestę scraperę! :D

Ok, od teraz to oficjalne – po 3 latach „scrapowania” chyba naprawdę mogę  nazwać się scraperką.

Uwierzycie, że do tej pory nie zrobiłam ANI JEDNEGO albumu dla siebie? Takiego, do którego wkleiłam swoje zdjęcia? Ani jednego!

Trochę wstyd się przyznać, prawda? A do tego muszę Wam powiedzieć, że do stworzenia tego pierwszego własnego mini albumu popchnęła mnie ciężka sytuacja temperaturowa 😉 W mieszkaniu, w którym znajduje się pracownia, jakieś 2 tygodnie temu padł piec. Jako, że to wkrótce będzie nasze własne osobiste mieszkanie, zapadła decyzja – trzeba przerobić całą instalację! Oczywiście, jak to w Polsce – procedury, załatwianie, proszenie… to wszystko zajmuje całą masę czasu. I tak oto zawinęłam trochę podstawowych scrapowych przydasi pod pachę i stworzyłam sobie mini pracownię w salonie domowym. Przez to mam ograniczony dostęp do narzędzi i materiałów, ale za to głowę pełną ciekawych rozwiązań niewymagających użycia miliona rzeczy. Jak widzicie – nie ma tego złego.

Jakiś czas temu na którymś z blogów zobaczyłam taki właśnie rozkładany na kilka stron świata albumik i postanowiłam, że MUSZĘ sobie taki zrobić. Pomyślałam o tych moich wszystkich zdjęciach, które od 2008 roku są tylko magazynowane na dyskach i się przeraziłam! Scraperka od siedmiu boleści, która nie ma żadnego własnoręcznie zrobionego albumu, hańba! Obmyśliłam więc plan działania, rozrysowałam dokładnie rozkład albumu (tak, mam manię planowania, rozrysowywania i obliczania projektów co do milimetra) i zanurkowałam w przydasiowym sklepiku w celu znalezienia wszystkiego, co byłoby mi do tego projektu potrzebne. Udało się! Pozostawało tylko zakupić czarny brystol na bazę, czekać na paczkę (która przyszła mega mega szybko) i brać się do roboty.

A robota była czystą przyjemnością, dawno nie miałam takiej frajdy z tworzenia. Byłam tym albumem tak podekscytowana, że zamęczałam koleżanki jego zdjęciami zarówno na bieżąco w czasie jego powstawania, jak i po skończeniu:P

Postawiłam na prostotę wykonania – jedynymi narzędziami, których użyłam były trymer i nożyczki. Bo nieprawdą jest, że do scrapowania niezbędna jest  maszynka, wykrojniki, ploter. Sięgnęłam po papiery Stamperii (nie należą do najtańszych, ale efekt pracy wynagradza poniesione koszty), którymi okleiłam całą bazę oprócz okładki. Na okładkę oraz wkładki pod zdjęcia użyłam UHKowych papierów ON MY OWL – ich energetyczne kolory zgrały się z tymi stamperiowymi. Dodatki to naklejki od Family Portaits oraz elementy powycinane z kart do project life – Home Sweet HomeI to by było na tyle – całość potrzebną do zrobienia albumu znalazłam w jednej paczce <3

Ufff, no to się nagadałam, a teraz zapraszam do oglądania. Albumik (zwany też albumem folio) po złożeniu wygląda bardzo niepozornie i ma wymiary zwykłej kartki:

Jednak gdy się spojrzy na niego od góry, zaczyna być widoczna jego złożoność:

Rozkładanie odkrywa przed nami kolejne tajemnice, choć wciąż wygląda to na bardzo prostą formę:

O, zakładki!

Po lewej znalazł się a la wodospad:

Jest coraz ciekawiej:

Prawie cały rozłożony:

I cały:

Napis „Don’t forget” pochodzi, jak już wyżej wspomniałam, z kart do project life:

A naklejki z zestawu „Life is wow”

Na jednej z zakładek powstała kieszonka na kartę z dodatkowymi zdjęciami – tymi poziomymi, które nie pasowały do układu całego albumu przystosowanego do zdjęć pionowych. Tu też znajdziecie napisy powycinane z kart:

I jeszcze jeden rzut z góry:

Tak więc, jak już mówiłam, oficjalnie JESTĘ SCRAPERĘ! I jestem z tego bardzo bardzo dumna.

Dajcie znać czy Wam się taka forma podoba. A może chcielibyście, abym stworzyła kurs na taki albumik? Pamiętajcie, jestem maniaczką obliczeń, z moimi wymiarami nie ma opcji, żeby coś Wam nie wyszło 😉

 

A jeśli chcecie zrobić sobie taki album sami, to zapraszamy na zakupy, znajdziecie tu wszystko, co potrzebne: